Blog

Przywilej młodości

Dobrze być młodym. Człowiek ma umysł nieskażony takimi cechami jak cynizm, sceptycyzm i instynkt samozachowawczy. Organizm pozwala mu na chodzenie spać o wschodzie słońca i żywienie przekonania, że w dwa miesiące można napisać pracę magisterską, stworzyć rewelacyjny CMS, a w wolnych chwilach pracować na cały etat.

Nie mam wątpliwości, że “Hakerzy i malarze” to książka wyłącznie dla ludzi młodych. Autor, Paul Graham, stał się milionerem w czasie boomu dotcomowego (udało mu się sprzedać swoją firmę przed rzezią w 2000 roku) i nie mam powodów przypuszczać, by sam nie wierzył w rzeczy, które pisze. W jego esejach, zarówno umieszczonych w książce, jak i systematycznie publikowanych na stronie paulgraham.com, udziela niezawodnych (w końcu wypróbowanych!) rad, jak w krótkim czasie zbić majątek na swoim talencie programistycznym. Wystarczy być bardzo dobrym programistą hakerem (a co!), pracować po 16 godzin na dobę, wymyśleć i stworzyć produkt, który wszyscy będą chcieli kupić i… to w zasadzie wszystko. Prawda, że proste?

Napisałem, że książka jest dla młodzieży, bo tylko ta jest w stanie uwierzyć w powyższe.

Pierwsze ziarno wątpliwości w niemylność Grahama zasiało we mnie zdanie z eseju, który niedawno zamieścił na swojej stronie:

There is more to setting up a company than incorporating it, of course: insurance, business license, unemployment compensation, various things with the IRS. I’m not even sure what the list is, because we, ah, skipped all that. When we got real funding near the end of 1996, we hired a great CFO, who fixed everything retroactively. It turns out that no one comes and arrests you if you don’t do everything you’re supposed to when starting a company. And a good thing too, or a lot of startups would never get started.

Paul Graham, How to Start a Startup

Jeśli nawet wyróżnione przeze mnie kursywą zdanie jest prawdziwe, to coś mi mówi, że niekonieczne w naszym, najpiękniejszym ze wszystkich, kraju.

Graham ma również rady dla nerdów, którzy obawiają się podjęcia wyzwania, jakim jest prowadzenie działalności biznesowej:

And what I discovered was that business was no great mystery. It’s not something like physics or medicine that requires extensive study. You just try to get people to pay you for stuff.

ibidem

Jestem pewien, że znajomy Łukasza Grabunia pewnie identyfikowałby się z poglądami wyłuszczonymi w tym eseju.

To chyba jakiś spisek sił nieczystych, bo, jakby powyższego było mało, ostatnio postanowiłem nadrobić zaległości i przeczytać “Marsz ku klęsce” Eda Yourdona. (Piszę o “zaległościach”, bo oficjalnie jestem na specjalności “projektowanie systemów informatycznych”, a kto jak kto, ale Yourdon jest tu klasykiem). Choć, pisząc swoją książkę, Yourdon może nawet nie słyszał o Grahamie, to z precyzją i cynizmem starego zgreda rozprawia się ze wszystkim, co autor “Hakerów i malarzy” uważa za podstawę sukcesu. U Yourdona można znaleźć taki urywek:

Stale słyszymy, że gwiazdy filmowe, śpiewacy rockowi, wybitni sportowcy i olimpijczycy, a także biznesmeni i specjaliści od oprogramowania zawdzięczają swój sukces przede wszystkim olbrzymiej energii, ogromnemu zaangażowaniu, długim godzinom pracy i wielkim poświęceniom osobistym. Milczy się o oszustwach, mętnych układach, nielegalnych działaniach, które towarzyszą niekiedy wielkim sukcesom. Rzadko też słyszymy cokolwiek o szczęściu i o tym, jak ważne jest, by znaleźć się we właściwym miejscu we właściwym czasie.

Ed Yourdon, “Marsz ku klęsce”

Zgryźliwy ton, do którego Yourdon zresztą otwarcie się przyznaje, jest też widoczny wtedy, gdy pisze o “mentalności komandosów (‘prawdziwy programista nie potrzebuje snu’)” albo o entuzjazmie młodości: “zrobimy to przez weekend”. A więc o rzeczach, które dla Grahama powinny być oczywistym atrybutem każdego dobrego programisty.

Więc kto ma rację? Młody duchem nerd-optymista czy banda zgorzknialców, dla których tworzenie oprogramowania to ciąg marszów ku klęsce albo po prostu bagno?

Do przywilejów młodości należy również to, że można sobie pozwolić na odpowiedź: “nie wiem”. Niestety, od paru tygodni coraz mocniej kołacze mi się po głowie myśl, że jestem już jakby coraz mniej młody i… wiem.

Comments

  1. Hmmm…. poczułem się wyzwany, żeby nie powiedzieć zwyzywany od “bandy zgorzknialców”… Po pierwsze nie “bagno”, tylko grzęzawisko – wczytaj się dokładnie w ten cytat. A poza tym…

    “Nerd-optymista” nigdy nie ma racji z jednego prostego powodu – w tym biznesie nie chodzi tylko o pomysły i umiejętności. Bardzo często chodzi o duże pieniądze i zawsze chodzi o politykę. Wiem, wiem, powtarzam to po raz milionowy, ale zależy mi na tym, żeby ludzie tacy jak Ty dokładnie to zrozumieli. Po prostu łatwiej Wam, młodym, będzie zacząć z tego żyć a nie tylko się tym bawić, jeśli już teraz uznacie, że Yourdon ma rację…

  2. poczułem się wyzwany, żeby nie powiedzieć zwyzywany od “bandy zgorzknialców”

    Wybacz, to była pieszczotliwa złośliwość :).

    A niestety kierownictwo i użytkownicy to są dwie rzeczy, których istnienia można nie zauważać tylko i wyłącznie kiedy się jest młodym. I najlepiej jeszcze ma się inne źródła utrzymania…

    Od niedawna utrzymuję się sam z pracy w branży. Cóż mogę powiedzieć… uczę się. Choć na pewno nie miałem jeszcze tak traumatycznych przeżyć, jak niektóre z opisanych przez Yourdona, to zdążyłem już zaliczyć jeden “marsz ku klęsce” — na szczęście wtedy miałem jeszcze wsparcie ze strony rodziców :).

    Nie zaprzeczam, że Yourdon ma rację.

  3. Od jakiegoś czasu bezskutecznie poszukuję tej książki. W słupskich księgarniach i czytelniach wszyscy robią wielkie oczy. Chętnie zadowolę się jakąś kopią na ksero (oczywiście tylko na własny użytek). Sprawa jest o tyle pilna, że termin oddania prac upływa 30 maja ;-). Nieśmiało proszę o pomoc :-)

  4. Dzięki, poprawione.

Comments are now closed